„Zawrócona w życie” - wywiad z Moniką Kowalczyk, pasjonatką z Radomia.

su: Data utworzenia: 2011-09-13 23:11:10
Ostatnia aktualizacja: 2013-11-11 11:16:05
Kategoria: Wywiady
Tagi: papierowa wiklina, malarstwo, szkło, papier, gazety,
Autor: Redakcja MamyCel.pl
Zdjęcie niedostępne

Wysoko wykwalifikowany urzędnik z Radomia, o dość egzotycznej osobowości, „wyklęta królowa szkła”. Wrażliwa indywidualistka, a jednocześnie szalona i zabawna. Twardo stąpająca po ziemi kobieta z zasadami. Nienawidzi kłamstwa i obłudy, kocha dobrych i pozytywnie zakręconych świrów. Poczucie humoru to jej znak rozpoznawczy… tak określa siebie pasjonatka z Radomia Monika Kowalczyk.

 

 

 

Jakiś czas temu wydarzyło się w Twoim życiu coś ważnego, coś co jak twierdzisz  na zawsze odmieniło Twoje życie. Opowiedz nam o tym. 

Tak, stało się to w marcu 2010 roku. Jest to bardzo skomplikowana historia, taki ciąg powiązanych ze sobą przykrych zdarzeń, które zakończyły się tragicznie. Byłam tego dnia w Urzędzie Skarbowym, musiałam złożyć korektę zeznania. Miało to związek z Biuletynem Osiedlowym, w którym się udzielałam w związku z moją pracą. Krótko mówiąc zrezygnowałam ze współpracy w tym biuletynie w dość nieprzyjemnych okolicznościach. Kiedy już wracałam z tego urzędu przechodząc przez jezdnię potrącił mnie samochód. Niewiele pamiętam z tego zdarzenia, nie jestem w stanie powiedzieć jak to się stało. Miałam poważne obrażenia, operowano mi podudzie, dodatkowo złamałam rękę tak niefortunnie, że musiałam leżeć w łóżku w gipsowym gorsecie przez 2 miesiące. Potem przeszłam ciężką rehabilitację, uczyłam się na nowo chodzić. Złamania słabo się goiły, nie wyglądało to dobrze, ale ludzie którzy się mną wtedy zajmowali sprawili, że znalazłam w sobie dość siły by to wszystko znieść. Leczenie nadal trwa, ale nie poddaję się. 

Twierdzisz, że przed wypadkiem byłaś pesymistką. Wypadek sprawił, że całkowicie zmieniło się Twoje podejście do życia. Nagle narodziłaś się na nowo i odnalazłaś w sobie optymizm. Jesteś bardzo energiczna i wesoła… Jak ty to robisz? Jak udało Ci się po tak ciężkich przeżyciach zmienić aż tak siebie i swoje nastawienie do życia? 

Tak, ale to był bardzo długi proces. To nie jest tak, że przytrafia Ci się coś strasznego i nagle się zmieniasz. Przed wypadkiem często miewałam stany depresyjne, szybko się załamywałam, przeżyłam kilka nieudanych związków, okradziono mnie, potem oszukano w pracy… no jedna wielka czarna seria. Po wypadku spotkałam wspaniałych ludzi i to chyba oni mnie zmienili. Widziałam jak wkładają całe swoje serce w to żeby mi pomóc i pamiętam taką myśl „kurde jak się nie pozbieram to będę straszną świnią…” no i pozbierałam się. Miałam dużo czasu na myślenie, analizowanie, dlaczego tak się stało i doszłam do wniosku, że sama sobie na to zapracowałam. To jest jak samospełniająca się przepowiednia. Teraz inaczej patrzę na życie i śmierć i chociaż moje problemy jeszcze się nie skończyły, bo po powrocie do pracy zostałam zwolniona, to wierzę, że los się w końcu odwróci. Po tym wszystkim jestem chyba silniejsza. Korzystam teraz z daru jakim jest poczucie humoru. Dzielę się uśmiechem i światłem. Ktoś mi kiedyś naładował akumulatory, więc teraz moja kolej. Z całą stanowczością stwierdzam, że moje życie dzieli się na to przed i po wypadku.

 

Ostatnio Twoim życiem zawładnęła papierowa wiklina. Mówisz „urodziłam się na nowo i utonęłam w papierach” Jak odkryłaś w sobie tę pasje? 

To prawda mam teraz dwie daty urodzenia. Przygoda z papierową wikliną zaczęła się właśnie w szpitalu na rehabilitacji. Pamiętam, że kiedy wjechałam na wózku do pracowni terapii zajęciowej, którą prowadziła Lidia Gawor i spojrzałam na to co tam się robi to jakiś nowy duch we mnie wstąpił. Było tam pełno obrazów, gipsowych rzeźb, a najlepsze było to, że to wszystko zrobili pacjenci i nagle ona pokazuje mi koszyk z papieru. Byłam w szoku. Lidia pokazała mi jak się skręca rurki, potem jak się robi koszyk i tak to się zaczęło. Utonełam w papierach to prawda, bo teraz zbieram gazety i podkradam sąsiadom ulotki hi hi...

 

Czym zajmujesz się oprócz papierowej wikliny? Czy masz jeszcze jakieś inne pasje, talenty? 

Talenty mam po rodzicach. Oprócz wikliny lubię jeszcze malować – ten talent mam po mim nieżyjącym tacie. Przed wypadkiem robiłam różne asamblaże, kolaże, malowałam akrylami.  Kiedyś pisałam wiersze, (to po mamie nauczycielce), ale one są tak jak mówiłam smutne i chyba już do tego nie wrócę. Do kilku zrobiłam ilustracje, może je pokaże na portalu. Po wypadku na jednym z portali przypadkiem trafiłam na człowieka, który robi wspaniałe witraże. Poszperałam trochę w Internecie i znalazłam malarstwo na szkle. Bardzo mi się spodobała ta technika i sama zaczęłam malować. Farby których się używa do malowania na szkle mają cudowne barwy.  Daje to niesamowite efekty, nieosiągalne w innych technikach. 

Co dają Ci Twoje pasje? Czy zajmujesz się tym zawodowo? 

Wyciszam się przy tym niesamowicie. To ciekawe, bo normalnie jestem energiczna, bywam nerwowa i wybuchowa, ale kiedy siadam do wikliny lub do moich szkiełek zamieniam się w oazę spokoju. To wszystko daje mi też poczucie wolności, jest to niczym nieskrępowana, wręcz bezczelna przyjemność. Nie zajmuję się tym zawodowo, ale nie wykluczam takiej możliwości. W tej chwili prezentuję się w Internecie, taka internetowa akcja promocyjna, jak widać działa hi hi. 

 

Twierdzisz, że malujesz o sobie. Wobec tego co kryją w sobie Twoje obrazy, jakie emocje, odczucia? Czego możemy się z nich dowiedzieć? 

Staram się pokazywać pozytywne aspekty życia i zmusić widza do przemyśleń. Jeśli namalowałam drzewo, to nie jest to obraz zwykłego drzewa. Chciałam przez to powiedzieć, że całe nasze życie jest jak wspinaczka po tych gałęziach. Im jesteśmy wyżej tym gałęzie są cieńsze, a my bardziej narażeni na upadek, ale na szczycie tego drzewa jest coś co tak naprawdę jest celem naszego życia. Jest tam nieograniczone dobro, stan z którego pierwotnie pochodzimy, a nasze materialne życie tutaj jest drogą powrotną do tego stanu, więc warto się starać i dalej wspinać. Takimi emocjami właśnie chcę się dzielić i mam nadzieję, że to wszystko widać w moich obrazach. 

Czym się inspirujesz tworząc nowe prace? Skąd czerpiesz pomysły? 

Banalnie to zabrzmi, ale inspiruje mnie po prostu życie. Życie i ludzie. Czasami coś mi się przyśni, usłyszę melodię, albo po prostu jakaś niezwykła dyskusja z jakimś niezwykłym człowiekiem, może nawet i kłótnia, zachody albo wschody słońca, śmiech albo płacz dziecka. Sporo tego, po prostu czerpię z otaczającego mnie świata. Najlepsze pomysły mam zawsze przed zaśnięciem, bardzo muszę się starać, żeby ich potem nie zapomnieć hi hi...Jednym z obrazów, który mi się przyśnił po operacji jest „Krwawe drzewo”.

 

Monika, już wiemy, za sprawą filmiku, który nagrałaś ostatnio „o sztuce w sieci”, że wszędzie cię pełno… Jesteś czynnym użytkownikiem na kilku znanych portalach  między innymi na mamycel.pl. Powiedz co dają Ci takie serwisy? Czy warto korzystać z tego typu portali? 

Pewnie, że warto. Chociażby po to, żeby poznać ludzi, podobnych do siebie. Takie serwisy łączą ludzi niezależnie od płci, wykształcenia czy rasy. To co ich łączy to po prostu pasja. Ja osobiście bardzo lubię czytać komentarze do moich obrazów. Dowiaduję się z nich zupełnie nowych rzeczy, to niesamowite jak ludzie mogą odbierać obraz. Czasami autor nie ma  pojęcia jakie może wywołać w kimś emocje. Poza tym można dołączyć do jakiejś grupy, może się okazać, że jest w niej osoba uznana w świecie artystów, a opinia takiej osoby jest bezcenna. Może wygrasz jakiś konkurs, może ktoś zechce zrobić o Tobie program w telewizji albo napisze o Tobie artykuł, a to z kolei może przełożyć się na Twoją przyszłość. Może spełnię swoje marzenia, może zacznę z tego żyć, może zrobię wystawę itd. itp. Trzeba tylko być ostrożnym, bo Internet oblegają różni ludzie, niekiedy szaleńcy. Ja miałam właśnie takie doświadczenia na tamtym portalu, ale „dobrych ludzi jest więcej i mocno wierzę w to, że ten świat nie zginie nigdy dzięki nim”. Trzeba mieć też dystans, nie wyobrażam sobie podejścia po trupach do celu. No i odrobina samokrytyki to rzecz niezbędna. Nikt nie jest ideałem, bywają też od nas lepsi.

 

Co jest największym problemem dla artysty, pasjonaty? 

Zapewne zazdrość i niezdrowa rywalizacja oraz brak funduszy. Połączyć pracę ze swoją pasją to sytuacja idealna, ale wymaga też wielkiego zaangażowania. Powszechnie wiadomo, że większość artystów żyje z pełnych etatów, a po godzinach oddaje się swojej pasji. 

Czy jesteś w stanie utrzymać się ze swojej pasji?

Absolutnie nie, ale kto wie, może kiedyś… Wprawdzie już od dawna prezentowałam swoje prace w Internecie, ale dopiero teraz, właśnie takie portale jak www.mamycel.pl pomogły mi wypłynąć na szerokie wody. Dopiero od kilku miesięcy prowadzę bloga, więc wszystko jeszcze przede mną. 

 

Czy Twoja pasja jest kosztowna? 

Wydawać by się mogło, że nie, bo przecież gazet i ulotek jest pod dostatkiem. Trzeba jednak czymś to wszystko skleić, potem zabezpieczyć, więc potrzebny jest lakier. Czasami trzeba pomalować, więc trzeba kupić farby. Żeby zrobić obraz trzeba kupić antyramę i specjalne farby witrażowe. Nie ma nic za darmo, wszystko kosztuje. 

Czy Twoim zdaniem każdy może odkryć w sobie pasje? 

Oczywiście, że tak. Ile ludzi tyle pasji. Nie każdy musi malować czy śpiewać, można jeszcze zbierać znaczki albo pomagać ludziom stanąć na nogi tak jak mi pomogli w szpitalu. To też jest pasja. Pasja jest wtedy gdy się robi coś z głębi serca, gdy to co się robi sprawia, że życie jest prostsze i łaskawsze, bo przecież nie samym chlebem człowiek żyje. 

 

Co doradziłabyś młodym pasjonatom? 

Po pierwsze nie powinni zrażać się przeciwnościami i krytyką, powinni raczej tej krytyki słuchać. Najlepsza jest metoda prób i błędów, wtedy małymi kroczkami można osiągnąć sukces. Trzeba też nastawić się na „długi dystans”, wierzyć w siebie i nie poddawać się. Przecież po to mamy pasję żeby było nam milej na tym świecie, czego wszystkim z tego miejsca życzę. Nie poddawajcie i trwajcie w swoich pasjach, dzielcie się nią z innymi, inspirujcie i twórzcie. 

Jaki masz cel w życiu?  Jakie jest Twoje marzenie, do czego dążysz? 

Najważniejsze dla mnie w tej chwili to szczęśliwie przeżyć życie, które zostało mi dane po raz drugi. Chciałabym odzyskać przynajmniej większą część dawnego zdrowia i sprawności, co już prawie mi się udało. Dążę uparcie do zakończenia czarnego scenariusza, który mnie spotkał. Gdyby skończyły się moje problemy mogłabym stworzyć sobie pracownię z prawdziwego zdarzenia, gdyż w tej chwili wszystko robię w domu w malutkim pokoiku, a w przyszłości być może  połączyć pasję z pracą

 

Kontakt: Monika Kowalczyk >> 

Rozmawiała: Beata Marszałek

 

 

Inne artykuły użytkownika

Pożegnanie

2017-06-26 10:45:52

Szanowni Przyjaciele i Użytkownicy portalu mamycel.pl więcej

Premiera designerskich...

2016-08-04 13:55:31

Największy polski showroom poświęcony meblom i dekoracjom vintage, Patyna.pl, połączył... więcej

Międzynarodowy Dzień...

2016-06-21 17:49:01

18 czerwca w Bochni odbył się Międzynarodowy Dzień Publicznego Dziergania. więcej

Mayday 2 – najzabawniejsza...

2016-06-16 21:00:25

"Mayday 2”, czyli jak w 120 minut umrzeć ze śmiechu... i przeżyć. więcej
Inne artykuły

„Koncentrując się na...

2017-04-23 12:42:43

Małgorzata Mika – dziewczyna, którą poznałam w czasie studiów. Interesuje się literaturą... więcej

„Hello, my Blue Diary” –...

2017-04-23 12:33:27

Jej wiersze z pewnością poruszą do głębi każdego człowieka. Pełno w nich smutki i... więcej

Pan od pędzla – rozmowa z...

2017-04-23 12:18:14

Paweł Majerczyk – mówi o sobie Pan Charlie. Zaczął, jak każdy, od bloga modowego i kanału... więcej

„Nie mówię...

2017-04-23 12:10:59

Martyna Kowalczyk – absolwentka ASP. Rysuje komiksy, maluje, gra na basie. Prowadzi bloga z... więcej
Oceń artykuł
Reklama